Wybierz swój region: Wszystkie regiony Skierniewice Rawa Mazowiecka Żyrardów Brzeziny

Niedziela, 26 lutego 2017
Masz problem, widzisz coś, co powinni zobaczyć inni - skontaktuj się 727 011 111 lub kontakt@glossk.pl
REKLAMA

Kule gwizdały nad głowami

02.03.2016 - Żyrardów - Edukacja

- Nie chcieliśmy, by Polska była niemiecka ani sowiecka. Musieliśmy być przygotowani do walki – wspominał w rozmowie z ,,Głosem'' Stefan Łuczyński, jeden z członków oddziału Osa, żołnierz AK, jeden z Żołnierzy Wyklętych.

Zawsze chętnie, pomimo swojego wieku, przyjeżdżał wraz z  kolegami i koleżankami z oddziału do Kuklówki. Co roku mieszkańcy oddają cześć pamięci Żołnierzy Wyklętych. Z każdym rokiem liczba kombatantów topniej. Żyjący zawsze niezłomni oddają im cześć. Przypominamy wspomnienie Stefana Łuczyńskiego dotyczące jego aresztowania przez milicję oraz cudowne ocalenie.

Pierwszego marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" -żołnierzy antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia. Ustanowiono je pięć lat temu.

***

Porucznik Stefan Łuczyński, żołnierz Armii Krajowej, członek oddziału Osa podczas spotkania w Kuklówce postanowił podzielić się jedną z przeżytych historii.

Miałem siedemnaście lat gdy wraz z częścią oddziału przebywaliśmy u gajowego. Wówczas ktoś zaczął do nas strzelać. Zaatakowała nas jakaś nieznana, uzbrojona grupa. Musieliśmy się bronić więc też otworzyliśmy ogień. Mieliśmy z czego strzelać - dwa karabiny maszynowe, sześć karabinów i cztery pepesze. Gdy nasi przeciwnicy zobaczyli jaką mamy siłę ognia wycofali się. Podczas ostrzału zabiliśmy jednego z atakujących. Postanowiliśmy opuścić ten teren a jednego z naszych wysłaliśmy do sklepu na wieś by kupił chleb i mleko. Gajowemu powiedzieliśmy, żeby godzinę po naszym odejściu zgłosił znalezienie trupa. W sklepie nasz kolega miał kupić dwanaście bochenków chleba i bańkę mleka. Tak dużymi zakupami od razu zainteresował się przebywający w sklepie uzbrojony mężczyzna ubrany po cywilnemu. Pytał czy to jakieś wesele się szykuje. Kolega odparł , że niewielkie przyjęcie. Pewnie ten by uwierzył, gdyby nasz kompan odszedł ze sklepu w stronę wsi a nie lasu. To wzbudziło podejrzenia tego faceta, który zaczął go śledzić. Ostatecznie aresztowali naszego kolegę. Miał wówczas tylko szesnaście lat a oni butelkami po piwie bili go w stopy. Nie wytrzymał bólu i sypnął jednego z nas. Tak po kolei milicja zaczęła nas wyłapywać. Okazało się bowiem, że człowiekiem, którego zabiliśmy w lesie był komendant milicji. Gdy wpadli do mojego domu kazali ojcu powiedzieć gdzie ukrywa bandytów. Leżałem w łóżku. Jakiś milicjant uderzył mnie kolbą pistoletu w głowę. Zabrali mnie do więzienia. Cela była cała wybetonowana i zalana kilkucentymetrową warstwą wody. Na środku leżała opona. Tam przetrzymywano mnie i kolegów. Oskarżono nas o zdradę ojczyzno. Mówili, że jesteśmy jakimś niemieckim oddziałem. Straszne głupoty wygadywali. Wyroki dostaliśmy różne. Ja trzy lata a inni pięć, rok. Dwóch otrzymało wyrok śmierci. Później powiedziano nam, że będziemy przetransportowani na akcję żniwną pod Lublin. Jechaliśmy już ponad tydzień bo pierwszeństwo miały transporty wojskowe. Przewożono nas w bydlęcych wagonach. Małe okna zakratowane były drutem kolczastym. Na jednym z postojów jakiś miejscowy zaczął pytać pilnujących nas strażników czy może dać nam kilka papierosów, bo pewnie palimy. Pozwolono mu. Gdy podszedł do wagonu dał naszemu dowódcy pięć papierosów i powiedział, że za tyle godzin będziemy wolni. Gdy usłyszymy strzały mamy leżeć na podłodze. Spałem gdy usłyszałem pierwsze wybuchy. Początkowo nie wiedziałem co się dzieje. Leżałem na ziemi i słyszałem tylko pac, pac, pac. To kule przelatywały, przez drewniane ściany wagonu. Po chwili wszystko ucichło. Ktoś otworzył nam drzwi i powiedział jesteście wolni. Było nas w wagonie około trzydziestu i wszyscy rzucili się do wyjścia. Pogoda była piękna, ciepło, wokoło lasy i łąki a my całowaliśmy ziemię z radości. Euforia była ogromna. To był 26 lipca dzień świętej Anny. Święta Anna nas wybawiła. notował Jarosław Pięcek (fot. jp)

FOT: Stefan Łuczyński - na zdjęciu pierwszy z lewej.

Komentarze

Dodaj komentarz