Wybierz swój region: Wszystkie regiony Skierniewice Rawa Mazowiecka Żyrardów Brzeziny

Wtorek, 13 listopada 2018
Masz problem, widzisz coś, co powinni zobaczyć inni - skontaktuj się 727 011 111 lub kontakt@glossk.pl
REKLAMA
jhm glowna2
jhm glowna3
jhm glowna1

Odchudziliśmy VIP-a i to nie koniec!

04.09.2018 - Skierniewice - Wiadomości

Najbardziej irytujący odchudzający się w mieście mężczyzna – Michał Łukasiewicz, dentysta ze Skierniewic wziął udział w pierwszej edycji programu odchudzania VIPa z Głosem. Na swoim blogu opowiadał o poligonie, na który wrzuciliśmy go wraz z siłownią West Site w Skierniewicach. Opłacało się. Krew, pot i łzy – za klasykiem – doprowadziły do redukcji wagi Michała o 18 kilogramów.


Dlaczego irytujący? Kiedy w czerwcu ogłosiliśmy, że odchudzamy VIP-a wielu pytało złośliwie, kim jest „celebryta”. VIP ( z angielskiego Very Important Person) słownikowo  to osoba o szczególnym statusie związanym z wykonywaną funkcją lub posiadanym majątkiem. Michał Łukasiewicz szybko sprawę obrócił w żart, oświadczył, że skrót oznacza bardzo irytującą osobę. Ruszył na siłownię. Nie chciał kompromisów. Plan był ekstremalny – w sześć tygodni zrzucić z masy ile się da. A do zrzucenia było wiele. Gdy stanął na wadze, okazało się, że… jest za niski w stosunku do osiągniętej masy o jakieś 1,2 metra. 154 kilogramy coraz mocniej doskwierały. Po trzech miesiącach walki z przyzwyczajeniami, głodem, zakwasami, zniechęceniem i bólem, Michał Łukasiewicz w rozmowie z „Głosem” oświadczył:

„Moje treningi mają doprowadzić do tego, że za rok wystartuję w Runmageddonie. Zmieniłem sposób  życia i bardzo mi się to podoba. Idę dalej. Wierzę, że mogę osiągnąć  idealną wagę, czyli 87 kilogramów."


Michał Łukasiewicz dentysta ze Skierniewic sprawił, że wielu odważyło się wyjść z domów, ruszyli na siłownię i nie są to puste słowa. Starczy zajrzeć na blog Michała na portalu społecznościowym facebook „Ostre odchudzanie VIP-a z Głosem”. Dziękują, podziwiają, krytykują, zazdroszczą… Jedno jest pewne, nasz VIP sprowokował do pomyślenia o sobie.
– Potrzeba zrzucenia wagi?  Zrodziła się pół roku temu. Okazało się, że mam problemy ze zdrowiem. Moje ciało jest za duże – mówi. Spokojnie, bez emocji oświadcza: – Jestem gruby.

Pisząc o swojej walce powtarza – z otyłością jest jak z alkoholizmem, żeby z niego wyjść, najpierw trzeba się przyznać do problemu. Ktoś jest wysoki, ktoś jest niski, ktoś jest blondynem, ktoś ma kruczo czarne włosy, ktoś jest chudy … ja jestem gruby.
Michał Łukasiewicz zastrzega, że w jego słowach nie ma pozy. Zresztą, na własnej skórze odczuł, że udział w projekcie – odchudzanie na oczach skierniewickich internautów – bywa niemniej bolesne niż najboleśniejsza kontuzja. Nie szczędzili mu słów krytyki.
–  Dzień, w którym przyznałem się, że jestem gruby, to było napisanie na blogu o problemach ludzi otyłych. To były moje problemy. Człowiek gruby np. nie jest w stanie umyć się wszędzie. Problemem jest wykonanie wielu prozaicznych czynności. Twoje ciało nie jest sprzymierzeńcem. Pocisz się, śmierdzisz. To nie jest fajne.

Michała Łukasiewicza jest dziś mniej o 18 kilogramów.
– Zawsze powtarzam pacjentom – dobrze, czy źle, ja zawsze mam mówić prawdę.  To samo zrobiłem ze sobą, postawiłem diagnozę – jestem chorobliwie otyły. Jest taki dowcip, w którym pada deklaracja – nie mam za dużego BMI, tylko jestem o pół metra za niski. No to ja byłem za niski 1,20 metra. Ważyłem równo 152 kilogramy w momencie, gdy rozpoczęliśmy program.
Gdy zaczęliśmy z siłownią West Site odchudzać Michała usłyszeliśmy zarzut – najwyraźniej pan doktor wcześniej niż inni rozpoczął kampanię samorządową.

„Mnóstwo ludzi uważało, że będę kandydował, a program „Głosu” to irytująca forma promocji mojej osoby. Dziś nadal chcę powiedzieć – nie będę kandydował w tych wyborach i nie o to w tym wszystkim chodziło."


Z drugiej strony publiczne odchudzanie należałoby uznać za jedną z lepszych kampanii samorządowych w kraju.
– Oczywiście, ja sam byłbym w stanie zagłosować na człowieka, który byłby się w stanie odchudzić do kampanii. Wszyscy znamy hasło: nikt ci nie da tyle, co ja ci obiecam i to jest naczelna zasada w polityce. Natomiast, jeśli ktoś byłby w stanie zrzucić w pół roku 20 kilogramów, oddałbym na niego głos – żartuje Michał Łukasiewicz.

W ostatnich dniach Michał na swojego bloga wrzucił aktualne zdjęcie swojej sylwetki. Utraconych kilogramów nie widać, widać uśmiechniętego, zadowolonego człowieka. Połknął żyłkę. Deklaruje, że nie odpuści.
– Na siłowni spotykam ludzi, którzy podchodzą, mówią – robisz fajną robotę. To jest niesamowite. W trakcie całego tego programu, ludzie, którzy ćwiczyli na  urządzeniach obok mówili – stary widziałem cię w gazecie. Byli tacy, którzy motywowali. Byli tacy, którzy przyszli, bo uznali, że moje działanie ich zainspirowało – to miłe.

Rada dla odchudzających się? Michał Łukasiewicz bez namysłu odpowiada – znajdź wsparcie w najbliższych. Otyłość nie na darmo określana jest mianem choroby społecznej.

A że rodzina potrafi przeszkadzać.
– Są takie przypadki z odchudzaniem, gdy przychodzi do mnie żona z mężem. Proponowałam menu, partnerka zdeterminowanego na zrzucenie wagi komentuje – ale tak bez mięska zupełnie żadnego? Co ja mam to wszystko teraz gotować?  Ile ja teraz będę spędzać czasu w kuchni? I na trzy garnki? Odpada, nie ma takiej możliwości, zresztą moje dzieci tego nie lubią – opowiada doświadczenia z klientami dietetyk, Agata Wesołowska-Tataj.
Rozpoczynając projekt założyliśmy redukcję tkanki tłuszczowej u Michała, zmianę przyzwyczajeń, przestawienie go na zdrowy tryb życia – czytaj nauczenie aktywności fizycznej.  Trenerzy weszli z maszyną oblężniczą na nadmiar ciała Michała. Rozpoczęły się treningi. Wówczas zabrakło drugiego elementu – zbilansowanej diety, wyrobienia nawyków żywieniowych.

Był moment, gdy na swoim blogu napisał, że ma pierwszy kryzys.  Po trzech tygodniach intensywnych treningów stanął na wadze i okazało się, że … przytył. Wtedy zdecydował się na kontakt z dietetykiem, specjalistą  Agatą Wesołowską-Tataj. Opłacało się – waga zaczęła lecieć w dół.
– Polubiłem ruch – mówi nasz VIP. – Na początku, jak chodzisz na siłownię, bolą mięśnie, masz kłopoty z żołądkiem, nie chce się. Zadajesz sobie pytanie – po co mi to?!  Ale przychodzi moment, gdy energia zaczyna cię rozpierać. Nie bez kozery mówi się – w zdrowym ciele, zdrowy duch. Ten ruch układa ci w głowie, zaczynasz się organizować.
Drugi kryzys? Gdy przyszło pilnować reżimu diety.
– Zbuntowaliśmy się. Ani ja, ani moja żona nie sprostaliśmy. Nie daliśmy rady mierzyć, ważyć… Uprościliśmy program. Wszystko co jemy fotografujemy i wysyłamy do Agaty. Ona zatwierdza. Żyjemy zdrowo. Tak też można.

Dieta zaczyna się od zakupów, jeśli coś kupisz, Polak ma naturę – zje, nie będzie marnować. Trzeba zatem kupować mądrze. Michałowi zdarzało się robić zakupy z Agatą. Opłacało się. Mniej jedzenia – mniejszy wydatek, mniej się też marnuje.
– Jem dużo więcej ryb, mniej mięsa, zamiast frytek, ziemniaków mnóstwo kasz – mówi.  – Najtrudniejszą sprawą było przyzwyczajenie się do regularnego jedzenia, bo przez 20 lat tego nie robiłem. Wychodziłem do pracy, nie miałem czasu na jedzenie. Nauczyłem się – o godzinie 14 przerywam pracę, jem obiad.

Nasz projekt odchudzania VIP-a kontynuujemy. Będziemy śledzić co dzieje się na talerzu Michała, przysłowiowo – mieszać mu w garach. Od września chcemy, by nasz projekt jeszcze w większym stopniu zmieniał otaczającą nas rzeczywistość. Chcemy wejść do siłowni, by powiedzieć trenerom, co i jak myślą grubasy, czego potrzebują. Tego, co mówią – nikt kto nie był grubasem, nie zrozumie, co znaczy wypowiedzieć wojnę swojemu organizmowi.
– Są ćwiczenia dla sportowców, osób w podeszłym wieku, kobiet po ciąży, a nikt nie wziął pod uwagę olbrzymiej niedołężności osób otyłych, tego, co czują i co się z nimi dzieje – usłyszeliśmy.
Michał  w trakcie realizacji naszego projektu przeszedł przez etap ogromnych problemów z kręgosłupem. Potrzebna była pomoc specjalisty.
– Największym błędem osoby odchudzającej grubasa jest potraktowanie go, jak każdego innego klienta wracającego do formy, „chcących coś dla siebie zrobić” – mówi. Już dziś zapraszamy do śledzenia bloga Michała, szukania informacji o naszych kolejnych projektach.

Anna Wójcik-Brzezińska

Komentarze

Dodaj komentarz