(fot. Anna Wójcik-Brzezińska)

Trudno stwierdzić ile ma lat. Twarz z wielokrotnie połamanym nosem, popękanymi kościami policzkowymi, powybijanymi zębami i pozbawionymi wzroku oczami nie ma urody, ani wieku. Jest jedną z wielu całymi dniami snujących się po mieście, nocami zalegających w przypadkowych miejscach. Pracownicy pomocy społecznej, wraz ze strażnikami miejskimi rozpoczęli kontrole pustostanów.

W karcie leczenia lekarz wypisał – liczne stłuczenia, pęknięcia kości czaszki obrażenia wewnętrzne, wywichnięcia… utratę wzroku. Cudem, że ze spotkania z partnerem uszła z życiem. Nie pamięta wiele. Tylko przeszywający ból w oku. Raz, potem drugi, potem tylko ciepły smak krwi. Miała szczęście, brodzącą we krwi znalazła przypadkowa osoba. Wezwała pogotowie. To był pierwszy raz, gdy Aldona naprawdę uniosła się w niebo. Nie pamięta szczegółów, pielęgniarka w szpitalu powiedziała, że do Łodzi przetransportował ją śmigłowiec.

Trudno stwierdzić ile ma lat. Twarz z wielokrotnie połamanym nosem, popękanymi kościami policzkowymi, powybijanymi zębami i pozbawionymi wzroku oczami nie ma urody, ani wieku.

– Mam swoje zdjęcie, jak byłam młoda, pani nie uwierzy, ale podobałam się mężczyznom. Gdzieś mam zdjęcie ślubne, dwadzieścia lat temu przypominałam człowieka. Miałam pracę. Byłam krawcową w Rawie Mazowieckiej, z mężem zamieszkałam w Skierniewicach. Zaczęło się bicie i alkohol. Ostatni raz dobrze było, jak mieszkałam z rodzicami, chodziłam do zawodówki – opowiada.

Ma dwójkę dzieci. Starsze w rodzinie zastępczej zdążyło się usamodzielnić, młodszej nie chce widzieć. Wstydzi się.

– Lepiej, by nie wiedziała, jak skończyłam – mówi. – Zresztą, by mnie nie poznała. Dziś nie jestem podobna do nikogo.

Tego pobicia z sierpnia nie zgłosiła na policję. 9 sierpnia dostała wypis ze szpitala. Miejski Ośrodek Pomocy Rodziny w Skierniewicach ubezpieczył ją, zabezpieczył miejsce w całodobowym schronisku.

– Pobita, połamana z uszkodzonym oczodołem, nawet po wyjściu ze szpitala wymagała stałej opieki lekarskiej, zapewniliśmy wszystko. Odeszła stamtąd, z ośrodka, w którym przebywała odebrał ją partner. 23 sierpnia wyszedł z więzienia, zobowiązał się do zabezpieczenia Aldonie opieki medycznej, utrzymywania jej – opowiada Barbara Jarczewska, dyrektor MOPR w Skierniewicach.

– Rozmawialiśmy z tą panią, namawialiśmy, by złożyła zeznania na policji, poinformowała o brutalnym pobiciu, nie zgodziła się.

– Ja jestem bezdomna, wielu musiałoby siedzieć. Przyzwyczaiłam się do bicia – odpowiada kobieta.

Od lat żyje na ulicy. Jak ktoś zaprosi, przenocuje na podłodze, jak nie – nauczyła się spać na stojąco.

Nie jest sama. Michał pochodzi spod Wadowic. Życie „spaprała mu cyganka”. Regularnie odsiaduje wyroki, potem wraca, by zająć się Aldoną. Na początku października zgłosił się z nią do ośrodka pomocy. To nie on ją pobił, mówi, że jak znajdzie tamtego to poleje się krew.

– Potrzebujemy dachu nad głową, czasem koczujemy w takiej budzie przy Granicznej, ale teraz to wielki śmietnik, a i zimno potwornie – mówi mężczyzna. Pokazuje legowisko w krzakach, w polu. – Jak było ciepło, tu koczowaliśmy. Teraz jeździmy do mojego brata do Krężc – opowiada.

W piątek, 4 października umówili się z pracownikami MOPR na wizję lokalną, w ruderze przy ulicy Granicznej. Nie dotarli na miejsce. Pracownicy pomocy społecznej komentują: – Nigdzie nie zagrzeją miejsca, a do schroniska nie chcą. Tam są regulaminy, do tych wielu bezdomnych nie może się przekonać.

Wrócą jak temperatury zaczną oscylować w okolicy zera. Strażnicy miejscy, pracownicy pomocy społecznej już zaczęli kontrole pustostanów. Podrzucają koce, coś do jedzenia. Umawiają się na spotkania. Samorząd, w którym bezdomny miał ostatni meldunek ma obowiązek udzielić obywatelowi pomocy.

12 bezdomnych MOPR ze Skierniewic utrzymuje w ośrodkach w całym kraju. Z bezpłatnych posiłków w jadłodajni przy ul. Kozietulskiego korzysta 75 podopiecznych MOPR.

W sytuacjach kryzysowych są miejsca w hostelu przy Kozietulskiego. W nocy z poniedziałku na wtorek w okolicach dworca funkcjonariusze Służby Ochrony Kontroli zatrzymali dwie osoby, próbowano odstawić na noc do hotelu. Jeden mężczyzna uciekł. Drugi nad ranem ruszył na piechotę do domu, do Makowa.

Służby pomocy społecznej szykują się do zimy, apelują o zgłaszanie miejsc koczowania bezdomnych. Po Aldonie i jej partnerze nie ma śladu.

W najbliższych dniach do najbardziej potrzebujących trafi 130 ton węgla.

Anna Wójcik-Brzezińska

napisz maila ‹
ostatnie aktualności ‹

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 0

  • 0
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 0
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.22 sekundy