na sygnale

  wydrukuj podstronę do DRUKUJ29 marca 2020 | 20:19 komentarzy 6

(fot. Nadesłane)

Najbardziej poruszają zaginięcia dzieci. Wtedy wszyscy szukają, sprawy długo zostają w głowie. Tymczasem są i te, które zacierają się w pamięci. Blakną jak stara fotografie w dowodzie. Tylko pustka w sercu nie pozwala zapomnieć.

– Mama przez lata wychodziła na drogę. Liczyła, że się pojawi, może go ujrzy. Mama ma teraz 83-lata i nie pamięta, że zaginął. Pyta o brata, ale myśli, że jest mały. Tak to bywa u starszych ludzi – opisuje Małgorzata Skłodowska, siostra Sylwestra Jana Rdesa, który zaginął w lutową noc.
Przed kilkoma tygodniami do naszej redakcji dotarła wiadomość, że pani Małgorzata poszukuje swego brata. Zaginął 19 lutego 2007 roku. Minęły lata, a ona wciąż go szuka. Dlaczego?
– Nie ma dnia, żebym nie myślała o bracie. Chciałabym, żeby ta sprawa się wyjaśniła, wreszcie. Różne myśli do głowy przychodzą. Jest takie gdybanie, co mogło się stać ? Tęsknię za bratem. To mój jedyny brat – dodaje.
Sylwester Jan Rdes zaginął 19 lutego 2007 roku. Miał wtedy 43 lata. Mieszkał w Lisowoli, w powiecie żyrardowskim, w województwie mazowieckim. Pracował w Jednostce Wojskowej w Puszczy Mariańskiej. Miał też rentę chorobową.
– Idę do kolegów, to były jego ostatnie słowa. Zawsze brat wracał do domu. Mieszkał z mamą i zawsze ją informował. Tego dnia też powiedział, gdzie idzie i że zaraz wróci – tłumaczy i w pamięci został jeszcze jeden szczegół: – Jeszcze jedno. Nie wiem, czy to ma jakiś znaczenie. Brat wyszedł z psem do kolegów. Pies wrócił, a brat nie.
Wyszedł z domu na spotkanie z kolegami w miejscowości Emilianów. Kompanów miał opuścić ok. godz. 23 i ruszył do domu. To tylko 1,5 km.
– Nic. Ślad zaginął. Sprowadzane tropiące psy nie podjęły żadnego śladu. Człowiek przecież nie igła – z żalem dodaje Małgorzata Skłodowska.
Rodzina sprawdziła okoliczne szpitale w Skierniewicach i Żyrardowie. Leczył się u psychiatry, ale przed zaginięciem nie przyjmował leków.
Na profilu społecznościowym „Zaginieni przed laty” pojawiła się informacja, że osoba podobna do pana Sylwestra była widziana przy ulicy Środkowej. Zapewniają, że mimo błyskawicznej reakcji, nie udało się go ponownie spotkać w tamtej oraz bliskiej okolicy. Media społecznościowe stały się narzędziem w poszukiwaniach. Korzysta z niego też policja.
Rocznie na policję zgłaszanych jest prawie 20 000 zaginięć! Kolejne 6 000 to dzieci. Te liczby zaskakują. Strona Fundacji ITAKA najbardziej znanej organizacji zajmującej się poszukiwaniami zawiera bazę zaginionych. Niemal każdego dnia pojawia się kolejne zdjęcie. Od 17-letnich dziewczyn, po 77-letnich staruszków. Jest jeszcze jedna baza osób, które – np. wypadku, choroby – straciły swoją tożsamość.
– Jeśli rozpoznasz w kimś swojego dawnego sąsiada, członka rodziny bądź znajomego, prosimy skontaktuj się z nami – dodają

Jak oceniasz artykuł? Głosów: 476

  • 186
    BARDZO PRZYDATNY
  • 47
    ZASKAKUJĄCY
  • 50
    PRZYDATNY
  • 35
    OBOJĘTNY
  • 97
    NIEPRZYDATNY
  • 41
    WKURZAJĄCY
  • 20
    BRAK SŁÓW

4Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~Kle 4 7 miesięcy temuocena: 100% 

    Nie można się oglądać na instytucje, że one za rodzinę coś mają robić. Jeżeli w rodzinie jest osoba z choroba psychiczna stwierdzoną, stwarza zagrożenie dla siebie i innych to należy zgłosić to do lekarza rodzinnego, aby wypisał zlecenie na karetkę. Wezwać też policje. Odwiozą i wyleczą. A jak nie to w chwili nieracjonalnego zachowania wezwać policję i karetkę. Każdy chce pomoc, ale aby tylko rąk nie umoczyć. Sąsiedzi też będą narzekać ale nie zadzwonią. To chodzi o wyleczenie chorego człowieka.

    odpowiedz oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Baribal 3 7 miesięcy temuocena: 100% 

    W Polsce nie ma pomocy dla chorych i ich rodzin Mój mąż miał depresje schizofrenię Szedł na dno a my,rodzina która go przekochala razem z nim nie umielismy mu pomóc choć ponad 30 lat małżeństwa ,dorosłe wykształcone dzieci Żadna patologia z tym się to według niektórych wiaze a to bzdura To może dotknąć każdego Od pół roku juz go niema zmarł chodzę na terapie.Ale będzie w naszych sercach sercu do końca życia

    odpowiedz oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~mamy się z psychicznie chorymi 2 7 miesięcy temuocena: 63% 

    Mój brat (52 lata) też jest chory umysłowo i od grudnia nie bierze leków. Koszmar. Nie można nic zrobić, bo nie zachowuje się niebezpiecznie dla ludzi. Ale że rozwala mieszkanie (naruszenie ściany nośnej) , wypisuje na klatce głupoty, które ściera i pisze nowe, chodzi zaniedbany, zlikwidował stare, ale funkcjonalne meble kuchenne (mówił, że gniły, że były robaki, że widział już żaby i czekać, aż przyjdą szczury...) Sąsiedzi się skarżą, ale nikt nie zgłosi policji z zastrzeżeniem anonimowości. Byłem w MOPS, napisałem pismo, które ma uruchomić sprawę, czekam trzeci tydzień... i co zrobić? Zdechniemy z głodu i tyle!!!

    odpowiedz oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Do B.B. 1 6 miesięcy temuocena: 100% 

    Ale on nie chodzi z niebezpiecznymi narzędziami, nie grozi zabiciem kogoś czy siebie. Więc nie ma podstaw do zabrania na przymusowe leczenie. Ponadto, nikt z ludzi nie zgłaszał policji żadnych incydentów z jego udziałem, choć były takie. A jeszcze nocne remonty, które prowadził w styczniu i lutym. I sąsiadom jakoś nie przeszkadzało...

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~B.B 0 7 miesięcy temuocena: 100% 

    W rodzinie był przypadek że osoba odmówiła przyjmowania leków, leczenia, miała zwidy, chodziła z nożem. Została ubezwłasnowolniona i już nie miała nic do powiedzenia, leki albo szpital psychiatryczny

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
  • ~Katie -1 7 miesięcy temuocena: 57% 

    Poproś lekarza o skierowanie do szpitala psychiatrycznego z transportem medycznym. Jeśli nie będzie chciał wyjsc z domu wzywa się policje i załaduje do karetki. Tak musieliśmy zrobić. Po kilkutygudniowym pobycie w szpitalu jak nowy człowiek i bierze leki. Powodzenia! Ps. Nigdy nie był ubezwlasnowolniony ;) tak wiece załatwić karetkę i ewentualnie policję.

    oceń komentarz  zgłoś do moderacji
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.2909 sekundy