Tyle kominiarskiego szczęścia w jednym miejscu można było spotkać, gdy w asyście ubranych na czarno kolegów brał ślub kominiarz  Krzysztof Ziombski. Uroczystość odbyła się w listopadzie 2017 w kaplicy Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny na osiedlu Widok.

Tyle kominiarskiego szczęścia w jednym miejscu można było spotkać, gdy w asyście ubranych na czarno kolegów brał ślub kominiarz Krzysztof Ziombski. Uroczystość odbyła się w listopadzie 2017 w kaplicy Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny na osiedlu Widok. (Fot. Sławomir Burzyński)

Każdy chciałby złapać kominiarza za guzik, to bardzo miły zwyczaj – mówi Marcin Ziombski ze Skierniewic, mistrz kominiarski i prezes Krajowej Izby Kominiarzy.

Uniform podobny do kominiarskiego kupić nietrudno. Przed epidemią chodzili tacy „kominiarze” po mieszkaniach, sprzedawali kalendarze – a to nic innego, jak handel obwoźny, tyle że oparty o nietypową formę reklamy, korzystający bowiem ze społecznego zaufania do „kominiarza przynoszącego szczęście”. Towar wtedy lepiej idzie, a naiwni wierzą w ich magiczne właściwości...

– Ludzie chcą mieć kalendarz od kominiarza i gotowi są za to zapłacić. Jednam prawdziwi kominiarze kalendarzy po domach nie sprzedają – wyjaśnia Marcin Ziombski, mistrz kominiarski ze Skierniewic, a także prezes Krajowej Izby Kominiarzy. – Udało mi się jednego razu namierzyć takiego. Ubrany na czarno, a na plecach miał napis „Kominiarz”. Zaczął mi się tłumaczyć, żebym się nie denerwował, ale on żadnych usług kominiarskich nie świadczy, tylko kalendarze sprzedaje. Ma w działalności wpisany handel obwoźny, kominiarzem nie jest, tylko jego firma tak się nazywa – opowiada Marcin Ziombski, u którego zawód kominiarski to rodzinna tradycja, w latach 70. zapoczątkowana przez Krzysztofa Ziombskiego, ojca pana Marcina, a kontynuowana też przez jego brata.

Przebierańcy to handlarze, oczywiście prawdziwy kominiarz to co innego. Takiego zobaczyć, szczęście murowane. Problem jednak w tym, że niełatwo na ulicy kominiarza spotkać, bo po pierwsze, sprzętu ma dużo i do pracy jeździ samochodem, a poza tym coraz więcej kominów czyszczą sami właściciele domów, nie korzystając z usług specjalisty. Mimo to kominiarzy wcale nie ubywa.
– W Polsce jest około dwóch tysięcy mistrzów oraz około czterech tysięcy czeladników i więcej przychodzi nowych do zawodu niż ubywa. Pracy nadal jest sporo, bo nie tylko czyszczenie kominów, ale też robimy okresowe przeglądy instalacji wentylacyjnych. W dobie szczelnych okien niesprawna wentylacja jest problemem, bo prowadzi do zagrzybienia mieszkania i złego samopoczucia – wyjaśnia prezes KIK.
Nic dziwnego, że spotykając kominiarza można mówić o szczęściu, a nic tak szczęściu nie pomoże jak kominiarski guzik.
– Trzymamy się tradycji i do pracy chodzimy obrani na czarno, więc już z daleka widzę, co się będzie działo z guzikami, każdy chce potrzymać. Ale to miły zwyczaj, a jak jeszcze maznę kogoś sadzą po twarzy, to nic więcej do szczęścia nie trzeba – śmieje się skierniewicki kominiarz. 


Jak oceniasz artykuł? Głosów: 6

  • 5
    BARDZO PRZYDATNY
  • 0
    ZASKAKUJĄCY
  • 0
    PRZYDATNY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    NIEPRZYDATNY
  • 0
    WKURZAJĄCY
  • 1
    BRAK SŁÓW

0Komentarze

dodaj komentarze

Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.

Treść niezgodna z regulaminem została usunięta. System wykrył link w treści i komentarz zostanie dodany po weryfikacji.
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
tel. 603 755 223 lub napisz kontakt@glossk.pl

KUP eGŁOS

Artykuł załadowany: 0.3109 sekundy