W 1999 roku niewielu przypuszczało, że koszary w Skierniewicach niedługo będą puste. (fot. Sławomir Burzyński)
Gdy na styczniowej sesji (29.01) Rady Miasta Skierniewic padło pytanie „dlaczego Łowicz?”, na sali nie było zaskoczenia. Klamka zapadła w minionym roku. Wojsko wraca do regionu, ale nie tam, gdzie przez lata czekano na nie najdłużej. I nie tam, gdzie wojskowa obecność była oczywistością jeszcze kilkanaście lat temu.
Decyzja o ulokowaniu nowej jednostki wojskowej w Łowiczu nie jest ani nagłym zwrotem akcji, ani lokalnym nieporozumieniem. To efekt długiego procesu, w którym wojskowa strategia, centralne zarządzanie majątkiem i ograniczone możliwości samorządów spotykają się w jednym punkcie – gotowej nieruchomości. Skierniewice w 2022 roku miały nadzieję, rozmowy i polityczny klimat sprzyjający wojsku. Łowicz w 2025 roku miał to, czego w tym procesie brakuje najczęściej: konkretny budynek, decyzję rady i szybkie zamknięcie transakcji.
Przez lata w Skierniewicach krążyło półoficjalne przekonanie, że wojsko wróci do miasta. Że mundury znów pojawią się w mieście, które przez dekady było ważnym punktem na wojskowej mapie centralnej Polski. Plotki miały swoje źródła: w rozmowach kuluarowych, w lokalnej infosferze, w przekonaniu, że skoro państwo intensywnie rozbudowuje armię, to sięgnie po miejsca „sprawdzone”, z gotową infrastrukturą i wojskowym DNA.
e
Wojsko wraca – ale do Łowicza
Dla Skierniewic to nie tylko rozczarowanie. W mieście stacjonowały duże jednostki, infrastruktura po armii przez lata wyznaczała układ przestrzenny miasta, a do dziś funkcjonują tu struktury kontrwywiadu wojskowego. Problem w tym, że ta przeszłość – zamiast kapitałem – stała się balastem.
Po likwidacji jednostek część nieruchomości została zagospodarowana: na potrzeby uczelni, działalności gospodarczej, usług publicznych. Inne – jak tereny dawnego poligonu przy ul. Sosnowej – miasto od lat próbuje wprowadzić do obiegu inwestycyjnego, szukając inwestorów. Skierniewice nie mogły sobie pozwolić na luksus „zamrożenia” tych obszarów w oczekiwaniu na decyzje, które – z natury wojskowe – są niejawne, rozciągnięte w czasie i obarczone politycznym ryzykiem.
W tym sensie teza, że Skierniewice „straciły” wojsko, jest uproszczeniem. Bardziej trafne byłoby stwierdzenie: Skierniewice nie mogły dłużej czekać na wojsko, które niczego nie deklarowało.
e
Pytanie spóźnione czy źle zaadresowane?
Na styczniowej sesji Rady Miasta Skierniewic radna Dorota Rutkowska postawiła pytanie:
Czy w ogóle ktokolwiek rozmawiał z nami jako z samorządem, aby taką jednostkę ulokować jednak w Skierniewicach, gdzie już jest potencjał?”
Pytanie zasadne – ale czy nie spóźnione? I czy rzeczywiście adresowane tam, gdzie powinno?
Bo z dokumentów i informacji publicznych wynika jasno: proces lokalizowania nowej jednostki wojskowej nie jest konkursem piękności między miastami. To długotrwała procedura oparta na rekonesansach, analizach logistycznych, dostępności gruntów i gotowości samorządu do szybkich decyzji majątkowych. W Łowiczu taka gotowość wyraźnie była.
e
Decyzja politycznie ryzykowna
W listopadzie 2025 roku Rada Miejska w Łowiczu zgodziła się na sprzedaż nieruchomości przy ul. Kaliskiej 5 na cele obronności. Transakcja – bez przetargu, z bonifikatą – opiewała na 9 mln zł, mimo że wartość rynkowa nieruchomości była znacznie wyższa. Dla władz miasta była to decyzja strategiczna: pieniądze „od ręki”, rozwiązanie problemu trudnego budynku i – przede wszystkim – powrót wojska.
Dla części mieszkańców – decyzja podjęta ponad ich głowami.
Czarne bilbordy, które pojawiły się w ostatnich dniach w Łowiczu, nie informują, pytają: o bezpieczeństwo, o sens lokowania jednostki rakietowej w centrum miasta, o sąsiedztwo szkół i żłobka. To społeczny koszt, którego Skierniewice dziś nie ponoszą – ale też nie ponoszą potencjalnych korzyści.
Z odpowiedzi Sztabu Generalnego Wojska Polskiego wynika jednoznacznie: w Łowiczu i Gostyninie rozmieszczone zostaną pododdziały nowo formowanej 2. Brygady Rakiet. Harmonogram jest niejawny, szczegóły uzbrojenia – objęte tajemnicą, ale proces już się rozpoczął.
To ważne w kontekście pojawiających się spekulacji, że o wyborze Łowicza przesądziło pochodzenie wiceministra obrony Pawła Bejdy. Taka teza jest publicystycznie atrakcyjna, ale analitycznie – słaba. Decyzje tego kalibru nie zapadają na podstawie metryki polityka – słyszymy. Świadczy o tym choćby sejmowa interpelacja, w której wprost pytano o udział polityków w procedurze zakupu nieruchomości – i brak jednoznacznych odpowiedzi, które potwierdzałyby personalne naciski.
Dwa miasta, dwa modele myślenia
Skierniewice i Łowicz znalazły się po przeciwnych stronach tej samej decyzji państwa. Jedno miasto postawiło na dywersyfikację rozwoju i cywilne inwestycje, drugie – na szybki sojusz z wojskiem, nawet za cenę społecznych napięć.
Nie ma tu prostego podziału na wygranych i przegranych. Jest raczej pytanie o to, jaką cenę samorządy są gotowe zapłacić za obecność armii – i czy mieszkańcy mają realny wpływ na decyzje, które w oczywisty sposób zmieniają ich codzienne poczucie bezpieczeństwa.
Powrót armii do Łowicza wpisuje się w szerszy trend: decentralizacji obecności wojska, wzmacniania średnich i małych ośrodków, budowania zaplecza logistycznego poza metropoliami. To element strategii państwa wynikającej z ustawy o obronie Ojczyzny i nowego planowania wojskowego.
Strategia nie oznacza, że każde miasto z wojskową przeszłością automatycznie staje się beneficjentem. Czasem wygrywa to, które szybciej podejmuje decyzję. Czasem to, które ma wolny budynek, a nie tylko wolne oczekiwania.
Skierniewice dziś wiedzą jedno: czekanie na wojsko bez deklaracji to też decyzja. I być może jedyna racjonalna, jaką w tamtym momencie mogły podjąć?
Przypomnijmy, że w 2009 roku, odpowiadając na interpelację posła Dariusza Seligi, minister obrony narodowej Bogdan Klich szczegółowo opisał los nieruchomości po zlikwidowanej jednostce wojskowej w Skierniewicach. Odpowiedź ta – dziś niemal zapomniana – pokazuje, że wycofywanie wojska z miasta nie było jednorazową decyzją, lecz elementem szerszej strategii restrukturyzacji armii i jej majątku.
e
Agencja Mienia Wojskowego: centralny gracz, lokalne konsekwencje
Resort obrony tłumaczył wówczas, że działa na podstawie ustawy o Agencji Mienia Wojskowego i „zasady racjonalnej gospodarki”. Zgodnie z nimi nieruchomości uznane za zbędne dla Sił Zbrojnych są przekazywane do AMW, która może je sprzedawać, oddawać w najem, dzierżawić lub wnosić aportem do spółek.
Kluczowy jest jednak finansowy mechanizm stojący za tym procesem: aż 93 procent środków uzyskanych z zagospodarowania powojskowych nieruchomości zasila Fundusz Modernizacji Sił Zbrojnych. Innymi słowy – każdy sprzedany hektar dawnych koszar ma służyć nie miastu, lecz nowemu uzbrojeniu, nowym jednostkom, nowej armii.
Z punktu widzenia państwa to rozwiązanie logiczne. Z punktu widzenia samorządu – oznacza ono, że miasto staje się raczej petentem niż partnerem w procesie decydowania o losie strategicznych terenów.
e
Kasyno pod młotek, koszary do podziału
W Skierniewicach symbolem tej zmiany stał się budynek dawnego kasyna garnizonowego – obiekt nr 80. Już w marcu 2008 r. został on przekazany do zasobu Agencji Mienia Wojskowego, a następnie przeznaczony do sprzedaży w drodze ustnego przetargu nieograniczonego. Kasyno, niegdyś centrum życia towarzyskiego wojskowego garnizonu, stało się jednym z pierwszych materialnych znaków tego, że wojsko z miasta nie tylko wychodzi, ale i sprzedaje po sobie ślady. Dziś pozostaje w prywatnych rękach. Uprzątnięty teren ma szansę zostać zagospodarowany pod „mieszkaniówkę”.
Znacznie większą stawką był jednak teren przy ul. Strobowskiej i Kilińskiego. To tam znajdował się kompleks wojskowy nr 1001 – niemal 3,8 hektara zabudowanego dziesięcioma budynkami. Minister Klich zapowiadał, że całość trafi do zasobu AMW. Dla miasta oznaczało to jedno: dawny, zamknięty obszar wojskowy zostaje włączony do cywilnego obiegu, ale na warunkach ustalanych centralnie, a nie lokalnie.
e
Nie wszystko na sprzedaż. Kontrwywiad zostaje
Państwo nie zdecydowało się jednak na całkowite opuszczenie Skierniewic przez wojsko. Część infrastruktury uznano za nadal niezbędną z punktu widzenia obronności. Dotyczyło to przede wszystkim obiektów przeznaczonych dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Rejonowy Zarząd Infrastruktury wystąpił do władz miasta o ustanowienie trwałego zarządu dla części kompleksu właśnie na potrzeby SKW. To fragment miasta, który – mimo cywilnego otoczenia – pozostał strefą szczególnego nadzoru. Wojsko nie zniknęło więc całkowicie, ale zeszło z pierwszego planu, stając się obecnością dyskretną, niemal niewidzialną.
e
Klub garnizonowy zmienia funkcję, wojsko zmienia skalę
Inny los spotkał dawny klub garnizonowy oraz sąsiadujące z nim budynki i teren o powierzchni ponad 0,6 ha. Te nieruchomości trafiły do Wojskowej Agencji Mieszkaniowej. Ich przyszłość miała być związana nie z działalnością operacyjną wojska, lecz z zakwaterowaniem żołnierzy – blokami, mieszkaniami służbowymi, infrastrukturą socjalną.
Minister wskazywał, że niektóre obiekty pozostaną poza jakąkolwiek cywilną dystrybucją. Chodziło m.in. o garnizonowy węzeł łączności (budynek nr 8) oraz siedzibę Wojskowej Komendy Uzupełnień. Te elementy infrastruktury miały nadal służyć bezpośrednio zadaniom obronnym i administracyjnym.
Dla Skierniewic oznaczało to trwałe wpisanie miasta w system bezpieczeństwa państwa — ale już bez dużej jednostki liniowej, koszar i tysięcy żołnierzy.
e
Miasto zyskuje przestrzeń, traci wpływ
Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że odpowiedź ministra z 2009 roku była zapowiedzią tego, co wydarzyło się później. Skierniewice otrzymały szansę na zagospodarowanie ogromnych terenów po wojsku, ale jednocześnie straciły realny wpływ na decyzje o ewentualnym powrocie armii w dawnej skali.
Gdy dziś radni pytają, dlaczego nowa jednostka powstaje w Łowiczu, a nie w Skierniewicach, odpowiedź leży właśnie tutaj: miasto zostało wcześniej wyprowadzone z wojskowego obiegu decyzji, a jego tereny — krok po kroku – włączone w mechanizm rynkowy obsługiwany przez Agencję Mienia Wojskowego.
Wojsko wraca dziś do małych miast -- tam, gdzie wciąż ma czym wracać: wolną nieruchomością, gotowym gruntem, decyzją samorządu podjętą tu i teraz. Skierniewice tymczasem już kilkanaście lat temu zostały ustawione po drugiej stronie tej historii ii jako miasto, które musiało nauczyć się życia po wojsku, zanim jeszcze pojawiła się szansa na jego powrót.





0Komentarze
Portal eglos.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wpisu. Wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji na powyższy temat.